Swatka ze Śląska ma pełne ręce roboty. Ślązaczki są w cenie – mówi Anna Guzior-Rutyna

W dobie Internetu i portali randkowych swatka ma pełne ręce roboty. Dlaczego samotni wolą szukać drugiej połówki z pomocą swatki, a nie w sieci – opowiedziała mi Anna Guzior-Rutyna, właścicielka Centrum Zapoznawczego „Zolyty” w Czerwionce-Leszczynach.

Anna Guzior-Rutyna

Wiosną podobno ludzie częściej się zakochują. U pani w biurze też większy ruch?

Faktycznie wiosną i jesienią więcej osób zgłasza się do biura. Wiosną, dlatego, że wszystko się budzi do życia i kiedy wychodzimy z domu, widzimy te wszystkie zakochane pary dookoła, to jest nam żal, że też kogoś nie mamy u boku. Mówię o singlach oczywiście. Latem myślimy o wakacjach, ogródkach i jakoś ten czas mija, a jesienią znów dopada nas melancholia i dłuższe wieczory i znów zaczynamy szukać towarzystwa.

Te poszukiwania do tej pory odbywały się przez Internet, ale pani biuro, tradycyjne też cieszy się sporą popularnością.

Obawiałam się, że ludzie wolą jednak internetowe portale randkowe, ale z uwagi na to, że coraz więcej osób było rozczarowanych poszukiwaniami tam, bo wiadomo, że nie wszyscy są tam szczerzy, wrzucają prawdziwe zdjęcia i informacje o sobie. To była nisza, którą udało mi się przyciągnąć. Z reguły właśnie trafiają do mnie Ci, których zawiódł Internet. Sama mam możliwość randkowania w sieci, ale i tak finalnie użytkownicy trafiają do biura, bo okazuje się, że ta tradycyjna pomoc swatki w biurze sprawdza się lepiej niż konto na portalu. Poza tym zanim wystartowałam ze swoim biznesem, zrobiłam sobie badanie rynku. Kiedyś pracowałam jako tajemniczy klient, miałam jakieś doświadczenie w tej dziedzinie. Po przeprowadzeniu badań, sprawdzeniu biur, okazało się, że ludzie są zmęczeni tymi portalami nastawionymi na anonimowość i wszystko kręci się wokół seksu.

U pani klient – singiel poszukujący drugiej połówki nie jest anonimowy?

Ktoś, kto chce szukać uczciwie, osoby publiczne, lekarze, prawnicy czy nauczyciele, boją się korzystać z usług portali, bo tak, każda informacja może wypłynąć niewiadomo gdzie. U mnie trafiają do katalogu z ofertami, ale ich zdjęcia pokazuję już tylko zainteresowanym, a nazwisko, statut życiowy, czy inne informacje, które klient chce zachować jak najdłużej w tajemnicy, pozostają anonimowe, ale u mnie wiadomo, że te osoby istnieją naprawdę.

Ma pani w swojej ofercie też usługę VIP, do kogo jest skierowana?

To milionerzy, biznesmeni, osoby publiczne, prezesi dużych firm, którzy często próbowali już wszystkiego i im nie wyszły te poszukiwania partnera, albo też są tak zajęci, że nie mają na to czasu, a już nie chcą być sami. Taka usługa kosztuje kilka tysięcy. Jeśli jadę na spotkanie poza Śląsk, doliczam sobie do tego koszty dojazdu, ale klientów nie brakuje. Zapotrzebowanie na swatkę jest. Zachowuję dyskrecję. Często idąc na takie spotkanie np. do jakiegoś prezesa, przedstawiam się jako jakiś tam przedstawiciel handlowy albo odwiedzając lekarza, mówię sekretarce, że jestem przedstawicielem medycznym – przypadki są różne. Było też tak, że spotkałam się z pewnym prezesem w sobotę, kiedy biurowiec był totalnie pusty. To był zwyczajny człowiek, zrobił mi kawę i rozmawialiśmy bez oficjalnego, dostojnego tonu. To był mój pierwszy bogaty klient. Jako swatka, która dopiero zaczynała, byłam wystraszona. Okazało się, że niepotrzebnie, bo Ci bogatsi ludzie niczym się od nas, oprócz zasobu portfela nie różnią, a jeszcze bardziej przeżywają swoją samotność.

Taki VIP nie wstydzi się korzystać z pomocy swatki?

Wręcz przeciwnie, często wiedzą, że to jedyna droga, żeby znaleźć partnera spoza swojego środowiska. Na przykład prezesi nie chcą się wiązać z podwładnymi, a lekarze nie chcą się wiązać z kimś ze swojego środowiska, bo każde niepowodzenie w tym związku może się potem w tym środowisku odbijać szerokim echem. To samo z majętnymi klientami. W prywatnym życiu zbyt szybko pojawiają się w ich gronie adoratorzy, którzy interesują się wyłącznie ich kontem, a nie charakterem. Swatka zachowuje np. informację o tym, że potencjalny randkowicz ma pięć domów, czy milion na koncie, bo nie szukają kobiety, która będzie z nimi dla pieniędzy. Na Zachodzie, czy w Japonii, usługi swatki są popularne i nie są niczym dziwnym. Tam podchodzi się do tego zwyczajnie, oddajmy się w ręce swatki, ona nam pomoże znaleźć idealnego partnera, po co samemu tracić czas na bezsensowne poszukiwania. U nas jeszcze się tak nie myśli.

Biuro w Czerwionce-Leszczynach nie zajmuje się zatem tylko samotnymi sercami Ślązaków?

Na początku działałam tylko na Śląsku, teraz obsługuję klientów z całego kraju. Często jestem w stolicy. W Warszawie nie ma takiego biura. Poza tym jestem konkurencyjna i spływają do mnie zlecenia z Gdańska, Krakowa czy Poznania, mam też klientów z zagranicy. Jeżdżę tylko do klientów VIP.

Prowadzę bloga o kobietach ze Śląska, interesuje mnie więc, jakie Ślązaczki się do pani zgłaszają, to są trzydziestolatki, czy częściej seniorki?

Kiedyś emerytki i rencistki. Teraz częściej panie 30 plus. Ślązaczki są zazwyczaj bardzo atrakcyjne. Do mnie trafia bardzo dużo nauczycielek i urzędniczek. Napisałam nawet kiedyś na blogu, że mężczyźni boją się nauczycielek i tak faktycznie jest. Przyjęło się mówić, że nauczycielki są przemądrzałe itd. i te kobiety muszą się z tymi stereotypami mierzyć. I choć są to atrakcyjne i zadbane kobiety, mają problem ze znalezieniem drugiej połówki. Do biura zgłaszają się raczej panie po przejściach, nie panny. Trzeba przyznać, że Ślązaczki są bardzo rodzinne i zawsze to podkreślają w ofertach, że też na takim partnerze również im zależy. Takim, który ceni wartości rodzinne, chce mieć dzieci. Moje klientki ze Śląska to kobiety religijne, ale też niezależne, wiedzące, czego chcą, konkretne. Nie bez powodu mówi się, że Ślązaczki to konkretne baby. Żeby mężczyzna zaimponował takiej kobiecie, muszą się postarać, nie zainteresują się byle kim.

Udało się pani kiedyś zeswatać Ślązaczkę z warszawiakiem?

Panowie z wielkich miast, czy Polacy wracający z Niemiec, tacy „50 plus”, często szukają partnerki ze Śląska. Powód? Jesteśmy właśnie rodzinne, potrafimy ugotować obiad, zająć się domem. Słowem, Ślązaczki są w cenie. Nie spotkałam się jeszcze z tym, żeby jakiś pan miał problem, że proponuję mu spotkanie z klientką ze Śląska. Wręcz przeciwnie, niektórzy nawet pytają o singielki z naszego regionu.

A życzą sobie, żeby partner mówił gwarą?

Niestety ostatnio spotkałam się z klientkami VIP, które zaznaczyły, że nie chcą partnera, który godo. Postawiły taki warunek. Moim zdaniem szkoda, że niektóre kobiety, te ze Śląska właśnie, odcinają się od tych tradycji, ale każdy ma do tego prawo.

 

Słyszałam, że potrafi pani zeswatać niektórych na amen.

Mam na koncie cztery śluby, choć w tym roku planują się kolejne. Proszę wziąć pod uwagę, że biuro w styczniu świętowało dopiero czwarty rok działalności, więc i tak uważam, że jest nieźle. Ostatnio byłam zaproszona na ślub pani Mirki i pana Karola, którzy mieszkają niedaleko mnie. Ona z Leszczyn, on z Knurowa. Poza tym dużo też jest par, które wiem, że żyją i mieszkają razem, ale nie planują ślubu, bo niektórym to cementowanie związku nie jest potrzebne. Ale wyrazów podziękowania za moje swatanie otrzymuję mnóstwo i to jest bardzo miłe w mojej pracy. Od klienta, który miał fabrykę makaronów, dostałam karton makaronów. Od innego pana dostałam kapcie, albo swojskie mleko, bo ktoś usłyszał, że lubię. To dodaje chęci do działania, choć też nie zawsze i nie wszystkim mogę pomóc.

Niektórzy klienci długo czekają na swoją drugą połówkę i się nie poddają.

Miałam kiedyś takiego pana Jurka w biurze. Był już moim klientem dwa lata i kiedyś żartem na wieczorku zapoznawczym, który organizowałam, powiedziałam mu żartem, że chętnie już bym się go pozbyła. Nie minęło kilka dni, kiedy do biura zgłosiła się pani Ania z Katowic, która się tym panem Jurkiem zainteresowała. Po jednej randce już wiedzieli, że to jest to, a po trzech miesiącach zamieszkali razem.

Na takie sukcesy warto czekać. Zresztą biuro ma trafną nazwę i już to przyciąga. Centrum Zapoznawcze Zolyty i swatka ze Śląska – nie mogło być chyba bardziej trafionej nazwy. Kto ją wymyślił?

To akurat zasługa męża. Myślę teraz, że przez tą nazwę promuję też trochę naszą śląskość. Nawet w poradniku o randkowaniu, który napisałam, też piszę o Śląsku i Czerwionce, bo przy każdej okazji lubię ten nasz rejon promować.

Polub stronę Kobiety ze Śląska na Facebooku

Obserwuj mnie na Instagramie

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s