Ania Wyszkoni: Patrzę na to zdjęcie i widzę, jaką drogę przeszłam

Ania Wyszkoni, dziś czołowa polska wokalistka, a kiedyś skromna dziewczyna z Tworkowa. Rok temu, po walce z chorobą nowotworową, wydała płytę „Jestem tu nowa”. 13 lutego zagrała wyjątkowy koncert akustyczny w Teatrze Ziemi Rybnickiej. A w sieci pojawi się wkrótce jej nowy teledysk. Z piosenkarką rozmawiała Katarzyna Siwczyk.

fot. Zija

Rozmawiamy po koncercie w Rybniku. Na scenie powiedziała pani, że cieszy się, że gra znów u siebie, na Śląsku, ale te koncerty są trudniejsze, dlaczego? 

Kiedy gra się dla swoich, chce się, żeby wszystko było idealne, żeby znajomi oglądali i byli dumni, że „ich dziewczyna” dobrze sobie radzi. Drżę wtedy, by wszystko poszło zgodnie z planem.

Na koncert przychodzą nauczyciele, czy koleżanki z podstawówki? 

Oczywiście. I zawsze się bardzo czeka na tych ludzi, których się zna. W minionym roku miałam na Śląsku sporo koncertów. Na każdym z nich mogłam spotkać się z kimś znajomym. Kiedy graliśmy w Raciborzu, nie mogło się obyć bez kawy z przyjaciółką. Łapię takie momenty. Nie zawsze mam czas, żeby przyjechać na Śląsk prywatnie, a przed koncertem mogłyśmy spokojnie pogadać.

Kiedy już tak sobie rozmawiamy o raciborskich początkach, znalazłam w swoim domowym archiwum takie zdjęcie. Poznaje pani?

To moja szkoła…

Nie, to w Szkole Podstawowej w Rudach. 

A wygląda jak w mojej szkole. Mieliśmy podobną salę, podobne drabinki. Trudno sobie to teraz przypomnieć. Zagrałam już ponad tysiąc koncertów. To musiały być początki, poznaję po ubraniu (śmiech). Może 2002-2003 rok. Już nie na czarno, ale wciąż jeszcze w glanach. 

IMG_0920

Zapewne ponad 15 lat temu, bo wtedy chodziłam jeszcze do podstawówki.  Robiłam z panią pierwszy poważny wywiad w swoim życiu, do szkolnej gazetki. Dużo było takich koncertów w małych podstawówkach na wsiach?

Gramy różne koncerty, w różnych miejscach. Obok dużych, plenerowych koncertów są też takie w kameralnych salach i w teatrach, filharmoniach, na eventach i kolędy w kościołach. W szkołach też zdarzało nam się grać. Kiedy patrzę na to zdjęcie uświadamiam sobie jaką drogę przeszłam.

Śpiewając w maleńkich Rudach, marzyła pani o koncertach w USA?

Zawsze wierzyłam, że to słuszna droga. Mocno postawiłam na muzykę. Zamiast studiów wybrałam zespół i śpiewanie. To, że wszystkie nasze siły skoncentrowaliśmy na muzyce spowodowało, że udało nam się zaistnieć. Byliśmy w tym wszystkim bardzo prawdziwi, nigdy nikogo nie udawaliśmy, nie oszukiwaliśmy. Robiliśmy wszystko sami, bez pomocy wytwórni płytowych. Było trudno, ale to miało swój urok. I satysfakcja była większa. 

Pióro

Pochodziliście z Pszowa, Tworkowa, o którym mało kto słyszał. Czy to wprawiało was w kompleksy?

Byłam bardzo zamknięta w sobie, ale tylko poza sceną, bo przed publicznością czułam się jak ryba w wodzie. To, że pochodzę z małej miejscowości, a coś udało mi się osiągnąć, to był dla mnie motor. Byłam z siebie dumna, że pochodząc z małego Tworkowa, mogę pojechać do Warszawy, mogę wyjść na scenę i wygrać Szansę na Sukces.

Dziś na pytanie skąd pani jest, jak pani odpowiada. Ze Śląska, z Tworkowa, czy z Wrocławia?

Zawsze mówię, że jestem Ślązaczką, bo jestem z tego niezwykle dumna. Myślę, że wiele moich dobrych cech wypracowałam dzięki temu, że wychowywałam się właśnie na Śląsku. Zawsze też podkreślam, że jestem z Tworkowa. Dzisiaj mieszkam pod Wrocławiem, ale też na wsi. Codziennie jeżdżę do Wrocławia, mam tonę spraw do załatwienia w mieście, ale jednak lepiej czuję się w małych miejscowościach, gdzie społeczność się zna, gdzie wszyscy się wspierają, mam ogród i mogę wyjść zaczerpnąć świeżego powietrza.

Co ze Ślązaczki ma w sobie Anna Wyszkoni…

Na pewno nie robienie rolady. Objadłam się śląskim jedzeniem, jak byłam dzieckiem i chyba mi po prostu przeszło. Najważniejszą wartością, którą wyniosłam z domu jest szacunek do drugiego człowieka. Ślązacy, takie mam poczucie, są ludźmi, którzy lubią sobie wzajemnie pomagać i się szanują. Poza tym jestem jak Zosia Samosia, lubię mieć nad wszystkim kontrolę, a to zdecydowanie wpoiła mi moja mama. Mój facet długo się do tego przyzwyczajał, ale już chyba to zaakceptował. Jest bardzo opiekuńczy, a ja taka jestem, że wszystko sama.

Śląsk to też wartości rodzinne.

Lubię opowiadać o swoich dzieciach, o swojej rodzinie, bo jestem z tego dumna i to są moje największe sukcesy życiowe, ale robię to w sposób zupełnie naturalny.

A propos rodziny, jest pani typową matką Polką, która chodzi na wywiadówki, czeka z obiadem?

Nie jestem kurą domową, ale lubię dbać o dom i rodzinę. Kiedy wracam z trasy nie jestem żadną gwiazdą, artystką. Po prostu biorę się za domowe obowiązki. Wywiadówki, obiady, sprzątanie i zakupy są częścią mojej codzienności. Mam swoje ulubione sklepy i ludzie mnie w nich kojarzą nie dlatego, że jestem Anią Wyszkoni z telewizji, tylko dlatego, że jestem stałą klientką. Nie mam też ludzi, którzy mi gotują. Oczywiście nie gotuję codziennie i korzystam z możliwości, zamawiam pizzę, kupuję lunch w mieście  i pozwalam sobie na chwilę luzu. 

Dzieci też wykazują jakieś muzyczne talenty?

Syn jest bardzo umuzykalniony, ale nie korzysta z tego talentu. Póki co nie zamierza iść w moje ślady. Jest zafascynowany komputerowym światem, choć to wszystko może się zmienić. Już jak był małym chłopcem, niezależnie po jaki instrument sięgał, od razu potrafił na nim grać. Nie wiem, jak on to robił. Pola z kolei uwielbia jeździć ze mną na koncerty. Jak ja w jej wieku, lubi śpiewać, tańczyć. Uczestniczy w wielu zajęciach dodatkowych. Jest bardzo aktywnym dzieckiem. 

Unika pani ścianek, tego całego show-biznesowego blichtru dla rodziny?

Właśnie to, skąd pochodzę ma wpływ na to, że najważniejsze nie jest dla mnie to, jak wyglądam, ale to jak się zaprezentuję na scenie. Ścianki to nie jest środowisko, w którym czuję się dobrze. Moim priorytetem są dobre piosenki i dobre koncerty. Niczego nie kreuję na siłę, nie wymyślam sensacji ani skandali, żeby zaistnieć. 

 

 

 

(Anna Wyszkoni na scenie fot. koncertografia.pl)

Cena popularności jest mimo wszystko taka, że czasem trzeba nawet bardzo osobisty temat przeżyć na łamach prasy. Tak było z walką z nowotworem. Wtedy nastąpiła też przerwa w śpiewaniu…

Na szczęście nie długa. Rzeczywiście musiałam ten temat przerobić również medialnie. To było trudne, ale zrobiłam to na prośbę mojego lekarza, który powiedział, że potrzeba uświadamiania ludzi jest ogromna. Dzisiaj już nie chcę wracać do tego tematu. Ale wyciągnęłam wnioski. Nigdy nie odrzucę śpiewania, to jest mój świat i nawet nie zajmuję się myśleniem, co by było gdyby. Tak jak podkreśliłam na scenie, jestem tu i teraz i muszę tą chwilą żyć, bo to jest ten moment, w którym mam to życie. Nie liczy się to co było i to co będzie. Nie wybiegam też bardzo w przyszłość i nie mam planów na to, co będę robić za

5 lat.

Czego życzyć Ani Wyszkoni w 2018 roku?

Zdrowia. Przede wszystkim.

 

Polub mnie na Facebooku

Kobieta ze Śląska na Instagramie

 

 

 

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s